mężczyzna · przyjaźń · relacje ·uczucia ·siła
Prawdziwa relacja zaczyna się tam,
gdzie kończy się nieczucie.
O męskiej samotności mówi się cicho, albo wcale. Możesz mieć dziesiątki ludzi wokół siebie, kolegów na piwo w każdy piątek — i ani jednej osoby, której powiedziałbyś: mam problem, czuje strach, lęk i pustkę.
To wołanie dorosłego faceta ma swoją hostorię i różni się od tego, które zwykle słyszę w gabinecie. Przychodzisz do mnie i mówisz ze wstydem „Nie daję rady" - to wciąż opis wydajności - to zlcenie "pomoż mi podkręcić mój wewnętrzny procesor, dołóz mi ramu... bo muszę być bardziej wydajny, bardziej", jakby chodziło o to, czy jako mężczyzna spełniasz normę. „Mam problem, czuję pustkę, smutno mi, boję się" jest czymś innym. To przyznanie, że dzieje się coś, czego nie możęsz unieść sam. To zdanie, którego większość mężczyzn, których poznaję w gabinecie, nie wypowiadało głośno od lat. Czasem nigdy.
To, czego nie mówisz głośno
„Tak serio, to w środku mam czasem coś takiego, że nie daję rady. Że się boję. Że jest mi smutno. Że mam problem."
Czy ktokolwiek w Twoim otoczeniu o tym wie? Możliwe, że tak... a potem czasami pojawia się trzecia "osoba" na sesji.
bardzo często
„Czat GPT powiedział mi, że..., bo..."
Nie mam nikogo takiego z kim mółbym porozmawiać, tak jak z panem
Dlaczego tak jest? — uciszyli Ciebie, zanim jeszcze nauczyłeś mówić
Zafundowali Ci w ten sposób samotność, której nie chciałeś i przyjąłeś ją, by jej nie czuć. Paradoks, prawda? Nikt Cię nie pytał, czy chcesz się tego nauczyć. Po prostu się nauczyłeś. Zanim jeszcze potrafiłeś powiedzieć „boję się", Twoje ciało już wiedziało, że lepiej tego nie mówić.
Zanim nauczyłeś się ukrywać emocje, ktoś Ci pokaazał jak to się robi. Nie zawsze wprost. Częściej ciałem, tonem głosu, sposobem, w jaki był brany na ręce.
Dziecko, które czuje w ramionach rodzica napięcie zamiast oparcia, uczy się — ciałem, zanim jeszcze pozna słowa — że sięganie po bliskość kończy się usztywnieniem, a nie ukojeniem. Ten wzorzec zapisuje się w sposobie oddychania, w postawie ciała, w odruchu cofania się, zanim jeszcze cokolwiek zostanie powiedziane.
Później dochodzi warstwa słów. „Weź się w garść." „Chłopaki nie płaczą." „Bądź silny dla mamy." Świetna rada. Działa mniej więcej tak dobrze, jak powiedzenie tonącemu „po prostu nie utop się". Dziecko strofowane za smutek czy lęk nie przestaje tych uczuć czuć — uczy się je ukrywać, a z czasem zaczyna nimi gardzić, bo uczy się patrzeć na siebie tak, jak patrzył na niego dorosły, który mu je odbierał.
Kiedy sięganie po bliskość regularnie kończy się brakiem odpowiedzi, dziecko uczy się wyłączać potrzeby, zanim ta zdążę się w pełni odezwać. Z zewnątrz wygląda to jak niezależność. Od środka jest to wyuczone znieczulenie.
Jeśli w domu był jeszcze alkohol, nieprzewidywalność, lęk o to, w jakim nastroju wróci ojciec — ten mechanizm utrwala się głębiej. Dziecko uczy się czytać nastrój dorosłego, zanim nauczy się czytać własny.
Te wzorce nie znikają w wieku 18 lat. Zostają z nami na długo — z jednym powtarzającym się zdaniem: sam sobie poradzę.
Pamiętam sesję, na której zapytałem klienta wprost: co teraz czujesz? Zamilkł. Po chwili powiedział, że nikt nigdy w życiu nie zadał mu tego pytania. Że to najtrudniejsze pytanie, jakie ktokolwiek do niego skierował.
Sesja, którą pamiętam
„Nikt mnie nigdy nie pytał o to, co czuję. To najtrudniejsze pytanie, jakie pan zadaje."
Rozmawialiśmy o tym, co się kryje za tym „nie wiem". Presja, żeby wiedzieć. Wstyd, że nie wie. Lęk, że powinien znać odpowiedź, a jej nie zna. W ciele pojawiła się sztywność, w głowie zagubienie. Odpowiadał mi o tym, co myśli — bo nie umiał inaczej. Bał się przyznać, że nie wie, co czuje, i nie wie nawet, jak miałby to sprawdzić.
Co to dziś robi z mężczyznami
W gabinecie widzę to bardzo często — mężczyźni, którzy od dziecka uczyli się tłumić to, co czują, wcześniej czy później płacą za to zdrowiem, nałogiem albo pustką, której nie potrafią nazwać. Otaczają się ludźmi i wciąż noszą wszystko sami.
Musiałem nie pokazywać emocji, żeby być przyjętym — "nie czucie" miało mnie uczynić silnym facetem
Serce, które nagle wali
Budzisz się w nocy albo łapie Cię w sklepie, w aucie, na zebraniu. Serce w gardle, brak tchu, myśl „chyba umieram". Lekarz mówi, że wszystko w normie. To nie jest „nerwica na niby" — to lata niewypowiedzianej samotności, która w końcu zaczęła krzyczeć zamiast Ciebie.
Potrzeba kontroli
Sprawdzasz drzwi po raz trzeci. Planujesz każdy detal. Trudno Ci odpuścić, bo raz spróbowałeś i nikt Cię wtedy nie złapał. Kontrola stała się jedynym miejscem, w którym czujesz, że nic złego się nie stanie.
Brak siły, nie lenistwo
To nie zawsze wygląda jak płacz. Częściej jak pustka i brak ochoty, żeby cokolwiek jeszcze poczuć. To nie słabość charakteru — to skutek zbyt wielu prób dotarcia do kogoś, które się nie udały.
Piwo, scrollowanie, praca
Kolejne piwo po pracy. Telefon do trzeciej w nocy. Pornografia na stres. Praca, która nigdy się nie kończy. To zastępcza bliskość. Coś, co nie zawodzi, kiedy ludzie zawiedli.
Świat daje na to tabletki. Czasem naprawdę pomagają uspokoić objaw. Ale rzadko ktoś mówi Ci wprost, że pod spodem chodzi o jedno: nie masz miejsca, w którym mógłbyś wreszcie przestać czuwać.
Nie musisz iść tą drogą sam.
Czego naprawdę szukają w psychoterapii
Facet, który trafia na terapię z atakiem paniki albo z „problemem z alkoholem", sam zwykle nie wie, czego naprawdę szuka. Przychodzi załatwić objaw. Chce, żeby serce przestało walić, żeby dało się spać, żeby przestać pić tyle co ostatnio.
I nie wie jeszcze jednego: że w gabinecie nie musi grać. Nikt mu tego nie powie na pierwszej sesji, bo to by nic nie znaczyło — kolejne zdanie od kolejnej osoby. On musi tego doświadczyć. Powoli, sesja po sesji, sprawdzając, czy tym razem naprawdę nic złego się nie stanie, jeśli powie prawdę.
Co by się stało, gdybyś dziś powiedział partnerce albo najlepszemu koledze co napraawdę czujesz?
Zmiana nie zaczyna się od zrozumienia problemu. Nie zaczyna się od rady, planu, dobrej techniki.
Zaczyna się od dwóch rzeczy. Od czucia — ale jeszcze bardziej od doświadczenia, że mogę być taki, jaki jestem. Że mogę nie wiedzieć, co czuję, i to jest w porządku. Że jestem przyjęty, mimo że nie znam odpowiedzi. Dopiero wtedy mogę zacząć uczyć się czuć.
Bo większość mężczyzn, z którymi pracuję, nie ma problemu z tym, że czują za dużo. Mają problem z tym, że nie czują prawie nic — i muszą się tego uczyć od nowa, jak języka, którego kiedyś się oduczyli.
Dopiero wtedy zaczyna się prawdziwa zmiana. Nie wcześniej.
Jakie jest na to rozwiązanie? Nie tylko terapia
Terapia indywidualna to nie jedyna droga — dobra, sprawdzona, ale nie zawsze ta, od której trzeba zacząć. Czasem pierwszym krokiem jest coś prostszego: samo doświadczenie, że nie jesteś z tym sam.
Warsztat psychoterapeutyczno-rozwojowy o tym, co nadal w nas czeka — doświadczenie pracy z wewnętrznym dzieckiem
Bezpieczna przestrzeń, by doświadczyć siebie w kontakcie z innymi w swojej autentyczności — na tyle, na ile potrafisz.
Prowadzę go razem z Aleksandrą Piątek. Bo to nie jest warsztat wyłącznie dla facetów — jest dla każdego, kto chce dotknąć prawdy o sobie. Ale jeśli jesteś mężczyzną, możesz w tej grupie być kimś więcej niż uczestnikiem: możesz być reprezentantem męskiej części tego świata — głosem, którego w takich pokojach wciąż jest za mało.
Zobacz warsztat i zapisz się → To jednen z wielu możliwych początków — nie musi być idelany, ale może być Twój i dla Ciebie.Po co w ogóle ujawniać siebie? Po co wracać do dzieciństwa, skoro dawno minęło? O tym opowiem w kolejnym wpisie. Poczytaj tutaj